1

szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie

2

szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie
szkice włoskie

Ewa Ledóchowicz
* * *
(idąc za Tymoteuszem śladem obrazów)

Jeśli się zdarza, że zaczynasz podróż od krzyża w kole, to bądź czujny, bo spotka cię tu jeszcze wiele znaków.
Uczyłeś się o Italii, czytałeś o Italii, oglądałeś obrazki, choćby te tak zwane święte, gdzie grota w ogrodzie, w niej tryska źródełko i stoi Niepokalana w sukni zaiste nieskazitelnego kroju i barwy lazuru nieznanego wówczas w PRL-u, a loki spływają i lśnią; albo: baranki i owieczki białe jak czysta przędza przechodzą przez mostek, a pośród nich idzie Szczęśliwy i gra na fujarce, być może chmurom, które także chciałyby być jego stadem tu, na płaskim obrazku. Za nimi wije się droga pomiędzy cyprysami, które głęboką zielenią wytyczają kierunek ku miasteczku stłoczonych na wzgórzu domków pod świetlistym słońcem na szmaragdowym niebie. Niebie Italii. Takich widoków przeszłość nas uczyła. Więc myślisz, że znasz cokolwiek. I znasz rzeczywiście, Giotto, Giorgione, Titian, Messina, potem da Vinci, Boticelli, Canova, diwy i wino, gondola, espresso, mamma mia i bzyk Vespy z filmów.
Ale uważaj. Zaczynasz własną podróż, a tu krzyż jest w kole.
W tej podróży poprowadzą znaki. Otwierają się okna zamknięte z lewa oraz z prawa: okiennice to z litych desek, bywa, że spróchniałych, to z uchylnych listewek w kiedyś błękitnym kolorze zawsze coś kryją. Jeśli się zdoła zajrzeć we włoską szczelinę, w przesmyk wąski widoku – da się ujrzeć wiele, jak może nigdzie indziej.
Kampanila, zastygła w czasie renesansowa wieża, nad dachami wciąż nowe rozczesuje chmury. Pod opieką zasłon chroniących przed słońcem odpoczywa ślad czyjegoś życia zamknięty w erodującym marmurze płyty nagrobnej. Zasłona biała i gęsta tańczy z wiatrem, lecz tamto życie zamarło. Nieożywiona materia faluje, życie znieruchomiało: obie, płyta i zasłona– kiedy patrzysz przez szczelinę –są kolejnym znakiem – czasu tutaj innego, niż w znanym ci pozostałym wszędzie. Ten poprowadzi wysoko niczym po schodach stromych i krętych ku – niejednej – myśli. Formy, wieczne i powtarzane, jak chociażby łuku, zanurzone w jednokrotnej tożsamości tworzą atomy czasoprzestrzeni miejsca, które niczym molekuły w sieci krystalicznej zakrzywiają przestrzeń, wydobywając z nie niemożliwe piękna.

Tak, okna Italii ujawniają wiele, kiedy odsunąć kotarę i spojrzeć prosto w światło. Czasem woda zalśni egejskim migotaniem dali, albo z drugiej strony się strop otworzy jakby rajskim niebem .I zawsze – jeśli staniesz nieruchomo i obraz zatrzymasz w soczewce uważnego oka – wypatrzysz sensy, które będą mówić. Ptak znieruchomiał na furkoczącym od stuleci sztandarze z omszałego marmuru. Schody. Prowadzą i w górę, i w dół. Do oślepiającej jasności lub głębokiego cienia. Widzisz korzenie złączone z przeznaczeniem. Dlatego tutaj porzucone plastikowe brudne krzesło też odnajduje miejsce i własną przynależność. Bo w słońcu Italii rzeczy są tam, gdzie są. Nie potrzeba sięgać nigdzie poza, choć gdy przyjeżdżasz z daleka czasem labiryntem musisz kluczyć, żeby do nich dojść. Może się zdarzyć, że wołany przez horyzont pobiegniesz pustą drogą, która się okaże ślepym molem, ale wtedy tam, na końcu, zobaczysz swój cień zatrzymany na szczycie stopni które toną w głębinie, i zrozumiesz, że stojąc w Italii zawsze stoisz pod kopułą świątyni. Kiedy pobłądzisz, całkiem zatracony w ryku dzisiejszej ulicy, czy równie zagubiony w ciszy wąskiego zaułka, podniesiesz głowę, a tam będzie chmura wczoraj dotknięta hełmem tamtej kampanili. Także dzięki niej plastikowe krzesło na równi z obłuskaną z farby zwietrzałą madonną wiedzą, że są, i są tam, gdzie winny być – tak jak i wokół każdy ślad po zanikłym położony na cierpliwym kamieniu.
Okna. Tutaj chaos okien i ludzi prowadzi cię do harmonii istnienia.
Mury, kopuły, wieże, schody, wielokrotne progi, posadzki i bruki lśniące chwałą trwania, okna z ich szybami co archiwizują blaski, i woda, która wszystko otacza, podwaja, porusza, chłodzi i śpiewa.
Utrącone nosy, stopy, uszy, szczątki głów i dostojnych albo nie popiersi, razem ze skruszonym betonem i wypaczoną żaluzją, z rzędami monotonnych jak sekundy życia cegieł i kamieni, z wybłyszczonymi kolumnami, trawertynem, marmurem i freskiem niegdyś położonym ręką, która była ludzka, z wykrzywionymi znakami drogowymi, kablami, rusztowaniami wszystkie razem z furkoczącym praniem i wzdętą kotarą wciąż stoją niby maszty u brzegu morskiej toni, która odbija dzieje i bezczas, tu żyjący pełnią życia.
Bezczas. W Italii nie jest bezduszny. Pełen duchów i tchnienia, i ludzi i brzmienia, żywiołów i śmierci, pamięci pełny i bezpamięci. Kolorów, które tu można dotknąć, dotyku który tu się da usłyszeć, dźwięku, którym nieraz się tutaj zachłyśniesz, obrazów, które utrwalasz, by zgłębić pokorę. Tu trwanie pokazuje, że ma postać chwili, a ptak, że trwalszy jest od odrzutowca. I liść, i bakłażan, i stary but oraz wczorajsza gazeta. Nieśmiertelne za życia oraz w chwili śmierci.
Labirynt obrazów, z którego chciałbyś nie odnaleźć wyjścia. Jeśli się zdarzyło, że zacząłeś podróż od krzyża w kole, to pamiętaj, że spotkało cię tu jeszcze wiele znaków.

| email: lekler@interia.pl | telefon: +48 606 31 76 11 | facebook | design Marta Maro |

AI Website Generator